S

S

MA

Premium Sound

MIP

Polpak

wtorek, 29 września 2015

Kolumny podłogowe Polk Audio RTi A7 - zapowiedź testu

Niedawno przyjechały do mnie kolejne kolumny podłogowe - tym razem to amerykańskie Polk Audio RTi A7. Nie ukrywam, że bardzo lubię testować kolumny, zresztą podobnie jak wzmacniacze. Niestety, z dużymi kolumnami podłogowymi jest taki problem, że są ciężkie, zajmują dużo miejsca, no i coś trzeba zrobić z kartonami transportowymi, a te w przypadku podłogówek najczęściej są gigantyczne.

Opisywałem już kilka sprzętów marki Polk Audio (zobacz TUTAJ). Były to kolumny Polk Audio TSx550T, a potem słuchawki Polk Audio Hinge i Polk Audio Buckle. To amerykańskie przedsiębiorstwo należy do elitarnego grona największych firm audio na świecie (wspólnie z Definitive Technology tworzy jedną grupę). Marka ta stosunkowo niedawno oficjalnie pojawiła się w Polsce. Kilkanaście miesięcy temu białostocka firma Rafko stała się jej krajowym dystrybutorem.

Kolumny Polk Audio RTi A7 to średnio-wyższa firmowa propozycja - kosztują w Polsce niecałe 5 200 PLN, zaś najwyższy (i najdroższy) model LSi M707 około 18 500 PLN. Na razie przyłączyłem RTi A7 do wzmacniacza lampowego G•LAB Block o mocy 2 x 5,5 Wat, ale potem będę je kolejno podłączać do następujących wzmacniaczy: tranzystorowych Hegel H100 i Dayens Ecstasy III oraz także lampowego Cayin CS-55 A. Zapraszam do lektury testu gdzieś w połowie października.










poniedziałek, 28 września 2015

Wzmacniacz lampowy G•LAB Block





Wstęp
Kilka tygodni temu zwrócił się listownie do mnie przedstawiciel firmy G•LAB z krótkim, aczkolwiek nieskromnym zapytaniem: „Czy zechciałby Pan zrecenzować najpiękniejszy na świecie wzmacniacz lampowy Block?” Nieco się zdziwiłem taką bezpośredniością, ale po przejrzeniu Internetu i odnalezieniu kilku testów i opinii à propos Blocka, musiałem przyznać, że Block rzeczywiście jest ładny. Oczywiście, zgodziłem się też na testy, tak więc na początku września wzmacniacz wylądował u mnie w salonie. Dziś, po kilkunastu dniach odsłuchów publikuję test.

G•LAB
G•LAB Design Fidelity (tak brzmi pełna nazwa firmy) to stricte polskie przedsięwzięcie. Tworzą je kilku zapaleńców – Witold Danecki (Product Manager), Amadeusz Pucek (Brand Manager), Dionizy Konieczny (Sales Manager). Jest jeszcze pan Julian Kozankiewicz, dyrektor operacyjny spółki CCI, spiritus movens całego przedsięwzięcia. I - last but not least konstruktor elektroniki - pan Marian Kopecki.

G•LAB Design Fidelity to marka należąca do spółki Comp Centrum Innowacji (CCI). Produkcją wzmacniacza zajmuje się dobrze znany gliwicki ELZAB. Firma ta powstała w 1969 roku, obecnie zajmuje się produkcją między innymi kas fiskalnych i wag elektronicznych. Obie te spółki należą do większej grupy kapitałowej COMP S.A. Historia powstania wzmacniacza Block była następująca: pan Kozankiewicz z CCI zauważył ciekawy design wzmacniacza zaprojektowany przez absolwenta Wzornictwa Przemysłowego na krakowskiej ASP – pana Mateusza Główkę. Design pana Główki został przejęty prez CCI. Powołana została spółka G•LAB i zaczęły się dalsze prace konstrukcyjne. Ostatecznie projekt Block ujrzał światło dzienne na wystawie audio hi-fi w Monachium w maju zeszłego roku. Uzyskał wiele branżowych nagród oraz uznanie świata audiofilskiego. Obecnie trwają ostatnie prace nad kolejnym produktem.

Wrażenia ogólne i budowa
Wzmacniacz opakowany jest w eleganckie czarne tekturowe pudełko. Na pudle widnieje duży napis: „Designed and hand built in Poland”. Wewnątrz znajdują się wykwintnie powycinane czarne gąbki, wśród których bezpiecznie spoczywa Block. Instrukcja i gwarancja (włożone do czarnej, luksusowej koperty) są pięknie, a nawet kunsztownie wydane. Pieczołowita poligrafia, elegancki papier, staranne ilustracje, opisy w kilku językach. Pod wzmacniaczem, na osobnej gąbce, umieszczono lampy elektronowe, ażurowe metalowe osłony lamp, a także przewód sieciowy wykonany z przemysłowego kabla Lapp. Lampy elektronowe to: 2 x E34L i 2 x E88C produkcji słowackiej firmy JJ i militarne radzieckie 2 x 6N6P.

Block jest niepodobny do żadnego wzmacniacza – jest bardzo wyjątkowy, oryginalny. Jedyny w swoim rodzaju. Jego trzon stanowi gruba rura (noga?) pomalowana na czarno, wokół której symetrycznie wiszą cztery prostopadłościany, a na jej górze osadzony jest wzmacniacz „właściwy”. Obudowy (pięć obudów!), czy też poszczególne moduły wykonane są z grubej blachy stalowej – szczotkowanej i polerowanej. Pierwszorzędnie to wygląda – surowe, metalowe, równo wycięte sześciany. Design i wykonanie to poziom mistrzowski.

Na panelu frontowym wzmacniacza „właściwego” zamontowano jedno duże pokrętło głośności oraz cztery przyciski, wszystkie wytoczone z identycznego metalu jak tego użytego do obudowy. Nie ma żadnej diody sygnalizującej pracę urządzenia – czynią to żarzące się lampy. Włącznik sieciowy znajduje się tuż obok pokrętła wzmocnienia, zaś trzy kolejne przyciski to selektory źródeł. Przyciśnięte palcem strzelają niczym stare przełączniki stosowane w wojskowych radiostacjach z lat 60-tych XX wieku. Intencją twórców Blocka było uzyskanie charakterystycznego, metalicznego dźwięku przy przełączaniu źródeł. Nie było to łatwe, ponieważ współczesne przełączniki takich dźwięków nie wydają, bo są wytłumiane tworzywami sztucznymi. Poszukiwania dostawców trwały więc dość długo. Dopiero przełączniki spełniające założenia konstruktorów znaleziono w …Rosji. Niestety, okazała się, że rosyjska fabryka sprzedaje wyłącznie duże partie takowych przełączników. I tak G•LAB stał się właścicielem zapasu rosyjskich przełączników, których wystarczy chyba im na kilkanaście lat, o ile nie na dłużej.

Ale wracając do tematu, czyli budowy Blocka. Na górze, na gładkiej stalowej powierzchni znajduje się sześć gniazd dla lamp elektronowych. Nabywca sprzętu montuje je samodzielnie. W komplecie znajdują się ochronne klatki na lampy; wykonane są ażurowego metalu i prezentują się znakomicie. Idealnie pasują do wycięć w obudowie, wkłada się je na wcisk. Widać, że i ten element twórcy niezwykle starannie dopracowali. W praktyce zastosowałem jedynie dwie największe klatki ochronne – na lampy EL34, bo tak wydało mi się najładniej.

Z tyłu czarnej rury umieszczono gniazdo sieciowe IEC wraz z zintegrowanym bezpiecznikiem. Zaraz pod spodem znajduje się zacisk uziemienia dla gramofonu. Z kolei we wnęce tylnego korpusu wzmacniacza zamontowano dwie pary solidnych terminali głośnikowych (po bokach), a pomiędzy nimi trzy pary złoconych gniazd RCA, czyli wejść analogowych. Gniazda środkowe to wejścia dla gramofonu, dla wkładek gramofonowych typu MM, albowiem Block posiada wbudowany przedwzmacniacz gramofonowy (sic!). Na jednym z tylnych prostopadłościanów, na tylnej ściance widnieją podpisy twórców wzmacniacza – designera Mateusza Główki i projektanta elektroniki – Mariana Kopeckiego. Tam też jest wygrawerowany numer seryjny. Do mnie trafił egzemplarz oznaczony numerem 11.

Warto również wiedzieć, że nietypowy projekt wzmacniacza lampowego Block zawiera kilka tajemnic. Transformator zasilający ukryty został w stalowej rurze, która stanowi bazę, wokół której umieszczone są cztery stalowe prostopadłościany, a na niej główna bryła wzmacniacza. Transformatory głośnikowe wyjściowe zamknięto w trzech z czterech stalowych „pudełkach”, a dławik zasilania anodowego w czwartym. Pozostałe części elektroniczne znajdują się w tradycyjnej obudowie (tej przykręconej do rury-podstawy od góry). Kapitalny design i bardzo rozsądne rozwiązanie elektroniczne – dobroczynne dla redukcji ewentualnych zakłóceń na linii transformatory – układy elektroniczne.

Po włączeniu do zasilania Block najpierw nagrzewa lampy elektronowe, dopiero po upływie około sześćdziesięciu sekund wzmacniacz zaczyna grać. Rozwiązanie takie jest bardzo korzystne i zbawienne dla żywotności lamp.

Dane techniczne
Moc wyjściowa: 2 x 5,5 W
Pasmo przenoszenia: 30 Hz – 30 kHz/-2 dB 
Pobór mocy: 98 W 
Wejścia: 2 x liniowe, 1 x gramofonowe (MM) 
Lampy: 2 x E34L – stopień wyjściowy, 2 x E88C - driver, 2 x 6N6P – korekcja RIAA
Masa: 18 kg
Wymiary: 339 x 288 x 208 mm (S x G x W, bez lamp) – z lampami wysokość 300 mm
Impedancja obciążenia: 8 Ohm (optymalna), 4÷6 Ohm (dopuszczalna)



"Designed and hand built in Poland"

Wyjątkowo ładna poligrafia instrukcji obsługi

Na osobnej tacce z gąbki znajdują się trzy komplety lamp elektronowych, tyle samo ochronnych klatek dla nich oraz przewód zasilający

Gładka powierzchnia szczotkowanej stali, a na niej sześć gniazd dla lamp elektronowych



Czarny środkowy korpus kryje w sobie transformator zasilający; podstawy - transformatory głośnikowe



Bardzo oryginalny design, ale efektowny i elegancki


Klatki ochronne na lampy elektronowe są wyjątkowo estetyczne, przypominają ...modele bloków mieszkalnych

Duża metalowa gałka wzmocnienia i obok włącznik sieciowy (zdjęcie ze strony G•LAB Design Fidelity)

Galanteryjne detale (zdjęcie ze strony G•LAB Design Fidelity)

Panel tylny (zdjęcie ze strony G•LAB Design Fidelity)

Grają kolumny Bodnar Audio Hornton na zmianę z Triangle Esptit Antal EZ

Pod G•LAB Block stoją dwa wzmacniacze: Dayens Ecstasy III i Cayin CS-55 A 

Rząd koumn - od lewej: Bodnar Audio Hornton, Triangle Esprit Antal EZ i Studio 16 Hertz Canto Three SE

Grają monitory Studio 16 Hertz Canto Three SE


Wrażenia odsłuchowe
Jak wynika z danych technicznych, wzmacniacz dysponuje mocą jedynie 2 x 5,5 Wat, czyli niewielką. Jednak podczas rozmowy telefonicznej z panem Dionizym Koniecznym z  G•LAB Design Fidelity okazało się, że w tym przypadku jest to moc wystarczająca do poprawnego wysterowania większości dostępnych na rynku kolumn głośnikowych. Pan Dionizy zasugerował, aby nie ograniczać się jedynie do wysokoskutecznych kolumn, a testy przeprowadzać też na tych bardziej wymagających pod względem amplifikacji. I tak właśnie uczyniłem. Na początek oczywiście użyłem bardzo efektywne Bodnar Audio Hornton (92 dB) i Triangle Esprit Antal EZ (92 dB), ale zaraz potem podłączałem prądolubne monitory Studio 16 Hertz Canto Three SE (87 dB), duże kolumny podłogowe Polk Audio RTi A7 (89 dB) i też podłogowe Xavian Neox 2 (87 dB).

Faktycznie, wzmacniacz pomimo niskiej deklarowanej mocy 2 x 5,5 Wat gra i oddycha pełną piersią. Oferuje mocny i gęsty, bardzo zdyscyplinowany przekaz podparty motorycznym i rytmicznym basem (tak, tak!), a także śpiewną i melodyjną średnicą. Dźwięk jest obfity i masywny, ale przyozdobiony piękną barwą - kwiecistą i pastelową, lekko podgrzaną, ale nie podkolorowaną i nie dosłodzoną. Brzmienie czaruje soczystą i klarowną średnicą, instrumenty brzmią jak żywe; mają wysokie stężenie tonalne, duży ciężar i gęstą substancję – dzięki temu odbierane są bardzo namacalnie, wręcz fizycznie. Podobnie sprawa ma się z wokalami – są wyraźne i organiczne, kapitalnie wykrawane w przestrzeni, błyszczą na tle instrumentów, są bezpośrednie i bliskie, ujmują zmysłowością i bogatą teksturą. Ludzkie głosy brzmią powabnie i emocjonalnie, lecz ich bogata struktura jest przez Blocka dokładnie uwidaczniana, ujawniane są wszelkie niuanse realizacyjne i sekrety zapisu nagrań. Generalnie, średnica jest najmocniejszą stroną polskiego wzmacniacza – perfekcja brzmienia w każdym aspekcie.

W Blocku uwagę zwraca jego nadzwyczajna dźwięczność, sowite wypełnienie tonalne, długo wybrzmiewające nuty, wyraźne określenie początku dźwięku, jego płynięcie i wygaszenie, które nagle nie ucina się, ale trwa aż do ostatecznego wyciszenia. Kontury rysowane są raczej grubszą kreską, zaś ich wnętrza suto napełniane substancją i treścią tonalną. Co istotne, wszystkie harmoniczne są równomiernie artykułowane, choć najwyższe soprany ciut mniej. Wysokie tony są wystarczająco selektywne by pokazać poszczególne instrumenty oddzielnie, a przy tym soprany nie są wyostrzone, czy prześwietlone. Nie dominują, są nieco schowane za górną średnicą. Nie oznacza to, że detale nie są wydobywane na wierzch, bo są, lecz to, iż wzmacniacz nie ma tendencji do sybilizacji i do rażenia uszu nadmiarem syków (syknięć?). Ogólnie brzmienie charakteryzuje się lotną świeżością, jest optymalnie detaliczne, słychać w nim swobodę i rozmach. Ponadto czuć naturalną miękkość dźwięku, miłe, bo fizjologiczne zaokrąglenie oraz lekkie przybliżenie całego przekazu, co nadaje autentyczności i wiarygodności.

Kilka słów o przestrzeni. Wzmacniacz budują ją rozlegle, precyzyjnie ogniskuje instrumenty i wokalistów na scenie. Daje się zauważyć przejrzystość i czystość sceny, stabilność i plastyczność źródeł pozornych, rygorystyczne lokowanie instrumentów – może nie jest to pełna holografia, ale czuć wyraźną głębię. Nie jest to otchłań, a głębia właśnie. Najwyraźniej słychać pierwsze i drugie plany, te dalsze są lekko zamglone, a tło nie jest doskonale czarne. Oznacza, to że większość spektaklu rozgrywa się na przedzie sceny i jej śródpolu – te fragmenty przestrzeni są najdokładniejsze i najbardziej namacalne. Te dalsze, nie mają aż takiej mocy i ekspresji. Niemniej jednak i tak Block na tym polu dzielnie sobie poczyna, bo szczegółowe odwzorowanie głębi to nie lada zadanie i mało które urządzenie dobrze zdaje taki niełatwy egzamin. Zaś Block kosztuje 5 000, a nie 50 000 Euro.

Warto do Blocka używać solidne przewody sieciowe, bo jest wrażliwy na jakość kabli zasilających. Na szczęście producent nie załącza zwykłych przewodów tzw. komputerowych ale porządny sporządzony na bazie przemysłowego Lapp Kabel Ölflex. Niemniej jednak zastosowałem jeszcze lepszy, bo polski KBL Sound Fluid (czytaj test TUTAJ) - i to był strzał w dziesiątkę. Brzmienie stało się bardziej wyrafinowane, z odczuwalną większą ilością subtelności, a także spokojniejsze. Lepiej ułożone.

Konkluzja
G•LAB Block to w stu procentach polski pomysł, projekt i wykonanie. Piękny, niepowtarzalny design, kapitalna jakość zastosowanych materiałów do budowy, a także precyzyjny montaż. G•LAB Block to dzieło sztuki użytkowej.

Block dysponuje mocą 2 x 5,5 Wat, lecz nie ma problemów z optymalnym wysterowaniem prądolubnych kolumn. Miłym dodatkiem jest obecność zamontowanego przedwzmacniacza gramofonowego dla wkładek typu MM.

Brzmienie wzmacniacza charakteryzuje się bardzo zdyscyplinowanym przekazem podpartym motorycznym i rytmicznym basem oraz melodyjną i śpiewną średnicą. Dźwięk jest obfity i masywny, ale przyozdobiony piękną, lekko podgrzaną, barwą. Zwraca uwagę nadzwyczajna dźwięczność, sowite wypełnienie tonalne i długo wybrzmiewające nuty. Dużymi atutami są przejrzystość i czystość sceny dźwiękowej, stabilność i plastyczność źródeł pozornych, a także precyzyjne ogniskowanie instrumentów. Takie brzmienie ma wszelkie przymioty rasowego i zaawansowanego high-fidelity. Wspaniały wzmacniacz o fascynującym brzmieniu.

Cena w Polsce i Europie – 5 000 Euro.

System testowy
Wzmacniacze: Hegel H160 (test TU), Dayes Ecstasy III, Taga Harmony HTA-700B (test TU) oraz Egg-Shell Classic 9WTL (test TU).
Kolumny: Bodnar Audio Hornton (test TU), Xavian Neox 2 (test TU), Vienna Acoustics Mozart Grand, Polk Audio RTi A7, Pylon Sapphire 25 (test TU), Zingali Zero Bookshelf (test TU), Zingali Client Nano + Sub, Guru Audio Junior (test TU), Taga Harmony Platinium One (test TU) i Studio 16 Hertz Canto Three SE.
Źródła cyfrowe: odtwarzacz CD Musical Fidelity A1 CD-PRO, Pioneer U-05-S (test TU) i NuForce Air DAC (test TU).
Komputery: MacBook Apple Pro i Toshiba Satellite S75.
Gramofony: Clearaudio Emotion z wkładką Goldring Legacy (test TU) i Goldring 1042.
Przedwzmacniacze gramofonowe: iFi Phono (test TU) i Ri-Audio PH-1 (test TU).
Tunery: Rotel RT-1080, Yamaha T-550 i Sansui TU-5900.
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1.
Minisystemy: Pioneer P1-K (test TU) i Cayin MM-3 (test TU).
Słuchawki: RHA MA750 (test TU), Final Audio Design Adagio V (test TU), Final Audio Design Pandora Hope VI (test TU), Oppo PM-3 (test TU) i AKG K545 (test TU).
Wzmacniacze słuchawkowe: Cayin C6, Cayin C6 DAC, Divaldi AMP-01 (test TU), NuForce HA-200 (test TU), Oppo HA-2 (test TU) i Taga Harmony HTA-700B (test TU).
Okablowanie: Audiomica Laboratory serie Red i Gray, DC-Components (test TU) oraz Harmonix CI-230 Mark II (test TU). Przewód zasilający KBL Sound Fluid (test TU). Przewody głośnikowe Cardas 101 Speaker (test TU), Melodika Brown Sugar BSC 2450 (test TU), Melodika MDMJ mini-jack - moni-jack i Taga Harmony Platinium-18 (test TU).
Akcesoria: podstawa pod gramofonem to Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40, szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU) i mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU).



sobota, 26 września 2015

Keith Richards "Crosseyed Heart" (Virgin/EMI Records - 2015 r.) - 2 x LP



Keith Richards właśnie wydał trzecią solową płytę w swojej karierze. Kim jest Keith Richards, to wie chyba nawet pięcioletnie dziecko. Ten współlider The Rolling Stones od wielu, wielu lat gra, komponuje i śpiewa w zespole, ale niezmiernie rzadko realizuje się w projektach indywidualnych. Dlatego sporym zaskoczeniem była informacja, kiedy w lipcu br. Keith po ponad 20-stu latach od ostatniej solowej płyty („Main Ofender” – 1992 r.) poinformował media o planowanej na 18 września premierze nowego albumu zatytułowanego „Crosseyed Heart” (pol. Zezowate serce). Można by tą płytę potraktować jako kaprys starego 72-letniego rokendrolowca, ale tak nie jest, bo po przesłuchaniu krążka ewidentnie słychać, że Keith ma jeszcze wiele dobrego do powiedzenia i zaoferowania światu. To jest świetna płyta z bardzo pozytywną energią. Zanurzona w bluesie, oparta o Keithowe riffy gitarowe, ciekawie zaśpiewana, kapitalnie zaaranżowana i nagrana.

Płytę firmuje Keith Richards, ale w zasadzie jest to projekt zespołowy X-Pensive Winos, czyli grupy grającej również na wcześniejszych płytach Keitha, czyli „Talk is Cheap” z 1988 r i „Main Ofender” z 1992 roku. Na albumie po raz ostatni zagrał na saksofonie etatowy saksofonista The Rolling Stones, zmarły w grudniu ubiegłego roku, Bobby Keys. Bardzo bliski przyjaciel Richardsa...

Keith czaruje nie tylko swoją bujną charakterystyczną gitarą, ale także szorstkim, niskim głosem. Śpiewa jakby od niechcenia, czasami sprawia wrażenie, że jest lekko podpity i naćpany, choć to oczywiście jedynie stylizacja, bo jego przygody z używkami to już historia. Stylistycznie album krąży wokół bluesa, ale można tu znaleźć także kawałki reggae, popu i oczywiście rock'n'rolla. Wszystko jest poszarpane i przemieszane, ale spójnie osadzone na wokalu Keitha i jego gitarach. Zaskakują świetne, bardzo melodyjne kompozycje, zwarty rytm oraz doskonałe zgranie artystów, którzy oprócz tego, że wyśmienicie grają, to słychać, iż świetnie się przy tym bawią. „Crosseyed Heart” to bardzo świeży i radosny album, który ucieszy nie tylko zwolenników The Rolling Stones. Zresztą bluesowy album jest „złamany” duetem z Norą Jones, która śpiewa z Keithem na 12. kawałku „Illusion”.

Edycja winylowa (do mnie dotarła wersja tłoczona w Holandii) wydana jest na dwóch 180 gramowych płytach. Piękna poligrafia, doskonałe tłoczenia i co istotne – przykładna realizacja nagrań. Dźwięk jest czysty, mocny i wyraźny. Nieczęsta to praktyka przy płytach bluesowo - rock’n’rollowych.

„Crosseyed Heart” to optymistyczny album, świetnie kołysze i bawi. Nic tylko nalać szklaneczkę rumu ze słonecznego Barbados (gdzie kiedyś mieszkał Keith, obecnie rezyduje na pobliskich wyspach Turks i Caicos) i nastawić nowy winyl Richardsa i X-Pensive Winos. Polecam!











piątek, 25 września 2015

Cayin C5 i Cayin C5 DAC - przenośne wzmacniacze słuchawkowe



Wstęp
Wielokrotnie opisywałem na łamach Stereo i Kolorowo sprzęt audio marki Cayin. Najczęściej były to pełnowymiarowe zintegrowane wzmacniacze lampowe, ale zajmowałem się także przenośnym wzmacniaczem słuchawkowym (i DACiem) Cayin C6. Zaś kilka tygodni temu testowałem minisystem Cayin MM-3. Wówczas to wspomniałem, iż polskim dystrybutorem sprzętu konsumenckiego Cayin został niedawno warszawski Audiomagic, zaś dotychczasowy Studio 16 Hertz odpowiedzialny jest za sprzedaż urządzeń klasy hi-fi, czyli duże wzmacniacze lampowe i tranzystorowe, odtwarzacze CD, etc.

Kilka tygodni temu Audiomagic zwrócił się do mnie z propozycją testu dwóch nowych sprzętów, a mianowicie przenośnego wzmacniacza słuchawkowego Cayin C5 oraz takiego samego wzmacniacza, lecz dodatkowo zaopatrzonego w przetwornik cyfrowo-analogowy Cayin C5 DAC. Po kilkunastu dniach odsłuchów dziś publikuję ostateczny test.

Wrażenia ogólne i budowa
Oba urządzenia to przenośne wzmacniacze słuchawkowe. Cayin C5 oparty jest o kości LME49600 oraz OPA134, zaś C5 DAC wyposażony jest w OPA1652 oraz dodatkowo w konwerter USB z zainstalowanym  chipsetem PCM1795. Innymi słowy, pierwszy to klasyczny wzmacniacz mobilny, a drugi wzmacniacz z funkcją USB DAC. Różnica cenowa pomiędzy nimi wynosi około 300 PLN (990 PLN vs. 1 290 PLN za wersję z przetwornikiem).

Sprzęty dostarczane są w ekologicznych pudełeczkach wykonanych z naturalnego kartonu i przepasane białą etykietą z nadrukowaną nazwą urządzenia. Estetycznie to wygląda – po skandynawsku, można powiedzieć. Wewnątrz pudełek znajdują się wzmacniacze wraz z dużą ilością dodatkowych akcesoriów typu silikonowe paski do przypięcia smartfonu, rozmaite kabelki (w tym OTG Androida). Oczywiście C5 DAC tychże przewodów ma więcej. Oprócz tego wzmacniacze zaopatrzone są w przenośne aksamitne woreczki transportowe i silikonowe stopki.

Urządzenia prezentują się wielce korzystnie, choć nie jest to poziom luksusowy. To przedział funkcjonalnej solidności. Obudowy wykonane są aluminiowych płytek anodowanych na kolor szampański, czyli złotawy. Bardzo dobrze to wygląda – elegancko. Na tychże obudowach wymalowane są (po obu stronach) loga Cayin, a na stronach spodnich również nazwy modeli. Praktycznie oba sprzęty wizualnie prawie niczym się nie różnią – design, rozmiary oraz masy są identyczne. Różnice dotyczą kilku szczegółów. Cayin C5 AMP ma jeden z boków w kolorze beżowym, a Cayin C5 DAC – czarny. Na tym boku w przypadku DACa umieszczono dodatkowe wyjście cyfrowe koaksjalne (na mini-jack) oraz przełącznik DAC/AUX/CHG (czyli dla wejścia cyfrowego DAC lub zewnętrznego ładowania). Z kolei Cayin C5 AMP ma dodatkowe gniazdo mini-USB – dla ładowania smartfonu (to tzw. power bank). Wszystkie pozostałe pokrętła, przełączniki, diody i gniazda są identyczne.

Pokrętło głośności (oraz jednocześnie włącznik/wyłącznik) umieszczono w nasadce z przezroczystego szarego tworzywa sztucznego. Po włączeniu urządzenia zapala się pomarańczowa dioda znajdująca się tuż obok pokrętła, na panelu przednim. Tam też zamontowano dwa gniazda mini-jack – pierwsze to gniazdo słuchawkowe, a drugie wejściowe sygnału analogowego ze źródła. Na prawym boku (ciągle piszę o C5 i C5 DAC – bo wszystkie te elementy są takie same w obu) znajdują się dwa małe suwaki: „Bass” i „Gain”, czyli podbicia niskich tonów oraz regulacji wzmocnienia przeznaczonego dla dużych i małych słuchawek. Na górnej pokrywie, u samej dolnej krawędzi, zamontowano trzydiodowy wskaźnik naładowania baterii – każda zapalona lampka sygnalizuje o kolejnych 33 % pojemności naładowania. Zapalone trzy to 100 %, dwie – około 66 % i jedna – około 33 %. Proste, a skuteczne. Na spodniej płytce umieszczono mikroskopijny otwór przeznaczony dla ewentualnego zresetowania urządzenia. Frontowe panele C5 i C5 DAC opisałem już w akapicie powyżej. C5 DAC ma dodatkowe koaksjalne wyjście cyfrowe – może być używany jako nabiurkowy konwerter USB-S/PDIF. Warto jeszcze wspomnieć, że zarówno C5, jak i C5 DAC mogą służyć jako bank energii dla zewnętrznych urządzeń (np. smartfon).

Dane techniczne
C5 AMP
Moc wyjścia słuchawkowego: 800 mW/32 Ohm
Pasmo przenoszenia: 20 Hz – 100 kHz
Skuteczność: 101 dB kHz
Bateria 1000 mAh: od 7 do 10 godzin odtwarzania, ładowanie 4 godziny
Wymiary: 136 x 63 x 15 mm
Masa: 185 g

C5 DAC
Moc wyjścia słuchawkowego: 300 mW x 2/32 Ohm
THD+N: 0.02 % @1 kHz
Pasmo przenoszenia: 20 Hz – 70 kHz
Skuteczność: 101 dB kHz
Bateria 3700 mAh: 7 - 8 godzin w trybie DAC i ok. 14 - 15 w trybie wzmacniacza, ładowanie do 5 godzin
Wymiary: 136 x 63 x 15 mm
Masa: 185 g























Przewód analogowy mini-jack - mini-jack to polski Melodika Purpe Rain DMJ






Wrażenia odsłuchowe
Wiadomo, pozory czasami mogą mylić. I nie inaczej jest w przypadku Cayin C5 – urządzenia są małe i w stosunkowo niedrogie, lecz dysponują pełnym i soczystym dźwiękiem o przyjemnej barwie i niezłej przestrzeni. To brzmienie ciepłe, aczkolwiek naturalne, dobrze rozciągnięte w szerz i w głąb, a do tego wielce energetyczne oraz masywne. Oczywiście, należy także podkreślić, iż nie jest to przekaz wybitnie wysublimowany, dbający o każdy detal i niuans, ale całościowo brzmienie jest harmonijne i spójne. Kapitalnie zobrazowane i dźwięczne. Proporcjonalne.

W brzmieniu C5 bardzo pozytywnie wyróżniają się tony średnie – to na nich spoczywa największa odpowiedzialność za firmowy dźwięk opisywanych odtwarzaczy Cayin. Średnica jest bardzo gęsta, ale nie przyciemniona, jest nasycona dużą ekspresją tonalną, jak i również emocjami oraz muzykalnością. Dzięki temu odsłuchy są bardzo przyjemnym doświadczeniem; czuć swobodę dźwięku, jego namacalność oraz realizm. Jest bliski kontakt z wokalistami oraz instrumentami, jest ta urocza bezpośredniość dźwięku i w końcu jest także sensualizm. Głosy ludzkie brzmią wyraźnie i zmysłowo, są nieco podgrzane, ale nie są posłodzone. Źródła pozorne rysowane są pewnie i jednoznacznie, choć jest to gruba, a nie cienka kreska. Z kolei przestrzeń jest odbierana jako stosunkowo duża i szeroka, aczkolwiek bezpośrednie porównanie z droższymi wzmacniaczami słuchawkowymi (np. Hegel H160, czy Divaldi AMP-01) ujawnia iż może być większa, a instrumenty bardziej substancjalne. Nie jest to zarzut, a stwierdzenie faktu. Lecz nie sądzę, aby ktokolwiek w urządzeniu za około 1 000 PLN oczekiwał umiejętności sprzętów kilka razy kosztowniejszych.

Tak, czy inaczej, dźwięk oferowany przez Cayin C5 to dźwięk eufoniczny, bardzo koherentny, dobrze zbudowany i pięknie uporządkowany. Dodatek C5 do każdego smartfonu może zdziałać nieomal cuda – dźwięk staje się pełniejszy i wyraźniejszy, lepiej zorganizowany i mocniejszy, bardziej wysycony szczegółami. To duża wartość brzmieniowa, w którą warto zainwestować te około 1 000 PLN (lub 1 300 PLN w przypadku C5 DAC).

I jeszcze kilka słów o przetworniku cyfrowo-analogowym USB zainstalowanym w Cayin C5 DAC. Wyposażony jest w chipset PCM1795 od Burr-Browna (obecnie to Texas Instruments). To DAC 32-bit z samplingiem 192 kHz. Ma dobrą prasę i pozytywne opinie użytkowników, dlatego nie jest przypadkiem, iż Cayin zastosował właśnie tę kość. DAC charakteryzuje się dużą wydajnością, ma miłe analogowe brzmienie, zaskakująco dobrą rozdzielczość (jak na kategorię cenową C5 DAC), a także odpowiednią zadziorność i chęć grania. Dodatek DACa powoduje jeszcze bardziej uporządkowany i spójny dźwięk o wyższej kulturze niż ten wydobywany z analogowego wyjścia smartfonów. Owszem, DAC w Cayin nie jest wybitny, nie czaruje subtelnością i wyrafinowaniem, ale jest rzetelny – zapewnia solidny i zdrowy dźwięk o przyjemnym w odbiorze charakterze, z dobrą separacją źródeł i niezłą namacalnością brzmienia. A to naprawdę sporo.

Konkluzja
Cayin C5 i Cayin C5 DAC to solidnie zbudowane urządzenia o ciekawym designie. Jakość obudowy nie jest luksusowa, jest użytkowa. Dużą zawartość tworzyw sztucznych użytych do budowy rekompensuje ładna pokrywa – aluminium anodowane na lekko złotawy kolor (tzw. szampański). Przyciski i suwaki reprezentują średni poziom, ale swoje funkcje spełniają optymalnie.

Brzmienie charakteryzuje się pełnym i soczystym dźwiękiem o przyjemnej barwie i przyzwoitej przestrzeni. To brzmienie ciepłe, aczkolwiek naturalne. Przekaz jest nasycony dużą ekspresją tonalną, jak i również emocjami oraz muzykalnością. Przetwornik c/a w Cayin C5 DAC dodaje wigoru, przestrzenności oraz detaliczności brzmienia.

Dodatek C5 do smartfonu przynosi dźwięk pełniejszy i wyraźniejszy, lepiej zorganizowany i mocniejszy, bardziej wysycony szczegółami. Niezły sprzęt za rozsądne pieniądze - polecam.

Ceny w Polsce: Cayin C5 – 999 PLN, Cayin C5 DAC – 1 299 PLN.

System testowy
Wzmacniacze: Hegel H160 (test TU), G LAB Block, Taga Harmony HTA-700B (test TU) oraz Egg-Shell Classic 9WTL (test TU).
Kolumny: Bodnar Audio Hornton (test TU), Wigg Art Enzo (test TU),  Xavian Neox 2 (test TU), Vienna Acoustics Mozart Grand, Pylon Sapphire 25 (test TU), Zingali Zero Bookshelf (test TU), Zingali Client Nano + Sub, Guru Audio Junior (test TU), Taga Harmony Platinium One (test TU) i Studio 16 Hertz Canto Three SE.
Źródła cyfrowe: odtwarzacz CD Musical Fidelity A1 CD-PRO, Pioneer U-05-S (test TU) i NuForce Air DAC (test TU).
Komputery: MacBook Apple Pro i Toshiba Satellite S75.
Gramofony: Clearaudio Emotion z wkładką Goldring Legacy (test TU) i Goldring 1042.
Przedwzmacniacze gramofonowe: iFi Phono (test TU) i Ri-Audio PH-1 (test TU).
Tunery: Rotel RT-1080, Yamaha T-550 i Sansui TU-5900.
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1.
Minisystemy: Pioneer P1-K (test TU) i Cayin MM-3 (test TU).
Słuchawki: RHA MA750 (test TU), Final Audio Design Adagio V (test TU), Final Audio Design Pandora Hope VI (test TU), Oppo PM-3 (test TU) i AKG K545 (test TU).
Wzmacniacze słuchawkowe: Cayin C6, Cayin C6 DAC, Divaldi AMP-01 (test TU), NuForce HA-200 (test TU), Oppo HA-2 (test TU) i Taga Harmony HTA-700B (test TU).
Okablowanie: Audiomica Laboratory serie Red i Gray, DC-Components (test TU) oraz Harmonix CI-230 Mark II (test TU). Przewód zasilający KBL Sound Fluid (test TU). Przewody głośnikowe Cardas 101 Speaker (test TU), Melodika Brown Sugar BSC 2450 (test TU), Melodika MDMJ mini-jack - moni-jack i Taga Harmony Platinium-18 (test TU).
Akcesoria: podstawa pod gramofonem to Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40, szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU) i mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU).



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...